Moja wymarzona podróż dookoła świata. - Maraton Blox.pl
Menu

Maraton Blox.pl

Moja wymarzona podróż dookoła świata.

medithanera

Niech to szlag. Ale dobrze. Przełknę dumę, spieprzę nastrój, zablokuję myśli, odłożę spanie na termin jeszcze późniejszy. Zrobię to, bo ma być cholera jasna fajnie, a nie że mi się nastrój spieprzy przez unique espeszyli for mi server error.
To była notka o podróży dookoła świata, mojej wymarzonej i idealnie pięknej. Już nie będzie tak wymarzony, tak piękny i tak WŁAŚCIWY. Ale niech nie będzie. Szlag z tym tylko dlatego, że moja niewyspana cierpliwość zostaje wystawiona na próbę... nie będę rezygnować z opisania jej.
Przede wszystkim warto zaznaczyć, że sytuacja w której stać mnie na taką wyprawę jest na tyle nierealna, że równie dobrze mogę poszaleć ze składem i skompletować ekipę marzeń. A jest taka, że chyba łatwiej byłoby zdobyć fundusze na przetłuczenie się po najdroższych hotelach świata niż skłonić całą grupę do wzięcia udziału dla mojej satysfakcji i szczęścia w wielomiesięcznym tłuczeniu się po namiotach, podrzędnych karykaturach moteli, hoteli i hosteli oraz innych... ehm, przypadkowych miejscach do spania.
No więc jadę przede wszystkim ja. Po przede-wszystkim-mnie mój ukochany bez którego ie wyobrażam sobie tego wyjazdu i zupełnie nie mam na niego ochoty. Tak, on musi tam być. A oprócz niego jeszcze mój były. Były bo były - nie jego wina, że postanowiłam zerwać z konwencją, naruszyć warunki gry i zdecydowałam się jednak go rzucić podczas gdy powinnam wrócić. Ale żeby oddać mu sprawiedliwość warto zaznaczyć, że jest śliczny, i dopóki nie poznałam możliwości MMŻ był inteligentny i świetny w łóżku. Tylko potem poprzeczka się podniosła i odpadł niczym te miliony plemników zawiązywane w wyrzucanej do kosza, zużytej prezerwatywie. Moja najlepsza przyjaciółka, która żywemu nie przepuści i zagwarantuje minimum dźwiękowe doznania związane z niezłym kawałkiem seksu. Poza tym zawsze miała wielką ochotę na mojego byłego, nie przepada za obecnym i potrafi się wściekać jak diabeł tasmański z kreskówek. Moja druga nalepsza przyjaciółka, która jest nazwana drugą tylko dlatego, że próba lat pokazała, że z tą "pierwszą" mamy większość zbieżność charakterów i stosunku do życia mimo że chronologicznie pojawiła się w moim życiu na długo, długo przed nią. Wiem, że zawsze marzyła o takiej wyprawie, a przy okazji mogłaby odpocząć od rodziny, którą kocha, ale aktualnie ma już dość. Mój najlepszy przyjaciel który szczerze od pierwszej chwili kiedy tylko o nim usłyszał, nienawidzi MMŻ i najchętniej by go dekapitował (zabiję go jeśli Cię skrzywdzi - a już na pewno powiem mu że uważam że jest dupkiem), nie lubi mojego poprzedniego, i chociaż nie zna mojej najlepszej przyjaciółki N1 jest wysokie prawdopodobieństwo, że w zetknięciu okaże się, że ona jest nitro a on gliceryna. Chłopak mojego najlepszego przyjaciela, z którym od lat z miłośći do niego udajemy że się lubimy, trawimy i nie uważamy nawzajem za skończonych idiotów. Czasem wychodzi nam to lepiej, czasem gorzej - ważne że MNP nie pojedzie bez niego, więc dziada trzeba zabrać też. A żeby zachować równowagę w przyrodzie i na wypadek robienia reality show z tej wycieczki warto byłoby zabrać kogoś, kto wystąpiłby w roli gwiazdy. Tu na ring wchodzi brat mojego byłego - obleśny, upierdliwy, niedomyty, wszystkowiedzący, każdegopouczający i brzydki do tego. Zająłby się stroną rozrywkową całego przedsięwzięcia.
Na początek lądujemy na bezludnej wyspie bez możliwości spierdolenia stamtąd dokądkolwiek i siedzimy tam tak długo, aż się nawzajem nie pozabijamy do nogi, albo nie dogadamy od nowa - tak by wyruszyć w podróż właściwą już jako zespół.
Na początek Rosja-Kazachstan-Mongolia, potem tournee po azjatyckich krajach trzeciego świata + Tokio, afrykańskie kraje trzeciego świata + Johannesburg, Ameryka Południowa ze szczególnym uwzględnieniem Peru i Chile minus Andy i Amazonka, potem Gwatemala, Meksyk (dużo Meksyku) i (dużo) Alaski - stamtąd prostą drogą na Tanzanię, do Nowej Zelandii i zahaczając o Indonezję wysyłamy resztę wycieczki (poza mną i MMŻ) na intensywną terapię tudzież spęd po Paryżu, Rzymie i innych Londynach a sami jedziemy na dwumiesięczne zwiedzanie Rumunii, miesiąc na Islandii i analogiczny czas na Norwegię, Szwecję, Finlandię i Łotwę.
Kolejne dwa lata poświęcamy na obróbkę zdjęć z podróży ;]

Niech to szlag. Ale dobrze. Przełknę dumę, spieprzę nastrój, zablokuję myśli, odłożę spanie na termin jeszcze późniejszy. Zrobię to, bo ma być cholera jasna fajnie, a nie że mi się nastrój spieprzy przez unique espeszyli for mi server error.

 

To była notka o podróży dookoła świata, mojej wymarzonej i idealnie pięknej. Już nie będzie tak wymarzony, tak piękny i tak WŁAŚCIWY. Ale niech nie będzie. Szlag z tym tylko dlatego, że moja niewyspana cierpliwość zostaje wystawiona na próbę... nie będę rezygnować z opisania jej.

 

Przede wszystkim warto zaznaczyć, że sytuacja w której stać mnie na taką wyprawę jest na tyle nierealna, że równie dobrze mogę poszaleć ze składem i skompletować ekipę marzeń. A jest taka, że chyba łatwiej byłoby zdobyć fundusze na przetłuczenie się po najdroższych hotelach świata niż skłonić całą grupę do wzięcia udziału dla mojej satysfakcji i szczęścia w wielomiesięcznym tłuczeniu się po namiotach, podrzędnych karykaturach moteli, hoteli i hosteli oraz innych... ehm, przypadkowych miejscach do spania.

 

No więc jadę przede wszystkim ja. Po przede-wszystkim-mnie mój ukochany bez którego ie wyobrażam sobie tego wyjazdu i zupełnie nie mam na niego ochoty. Tak, on musi tam być. A oprócz niego jeszcze mój były. Były bo były - nie jego wina, że postanowiłam zerwać z konwencją, naruszyć warunki gry i zdecydowałam się jednak go rzucić podczas gdy powinnam wrócić. Ale żeby oddać mu sprawiedliwość warto zaznaczyć, że jest śliczny, i dopóki nie poznałam możliwości MMŻ był inteligentny i świetny w łóżku. Tylko potem poprzeczka się podniosła i odpadł niczym te miliony plemników zawiązywane w wyrzucanej do kosza, zużytej prezerwatywie. Moja najlepsza przyjaciółka, która żywemu nie przepuści i zagwarantuje minimum dźwiękowe doznania związane z niezłym kawałkiem seksu. Poza tym zawsze miała wielką ochotę na mojego byłego, nie przepada za obecnym i potrafi się wściekać jak diabeł tasmański z kreskówek. Moja druga nalepsza przyjaciółka, która jest nazwana drugą tylko dlatego, że próba lat pokazała, że z tą "pierwszą" mamy większość zbieżność charakterów i stosunku do życia mimo że chronologicznie pojawiła się w moim życiu na długo, długo przed nią. Wiem, że zawsze marzyła o takiej wyprawie, a przy okazji mogłaby odpocząć od rodziny, którą kocha, ale aktualnie ma już dość. Mój najlepszy przyjaciel który szczerze od pierwszej chwili kiedy tylko o nim usłyszał, nienawidzi MMŻ i najchętniej by go dekapitował (zabiję go jeśli Cię skrzywdzi - a już na pewno powiem mu że uważam że jest dupkiem), nie lubi mojego poprzedniego, i chociaż nie zna mojej najlepszej przyjaciółki N1 jest wysokie prawdopodobieństwo, że w zetknięciu okaże się, że ona jest nitro a on gliceryna. Chłopak mojego najlepszego przyjaciela, z którym od lat z miłośći do niego udajemy że się lubimy, trawimy i nie uważamy nawzajem za skończonych idiotów. Czasem wychodzi nam to lepiej, czasem gorzej - ważne że MNP nie pojedzie bez niego, więc dziada trzeba zabrać też. A żeby zachować równowagę w przyrodzie i na wypadek robienia reality show z tej wycieczki warto byłoby zabrać kogoś, kto wystąpiłby w roli gwiazdy. Tu na ring wchodzi brat mojego byłego - obleśny, upierdliwy, niedomyty, wszystkowiedzący, każdegopouczający i brzydki do tego. Zająłby się stroną rozrywkową całego przedsięwzięcia.

 

Na początek lądujemy na bezludnej wyspie bez możliwości spierdolenia stamtąd dokądkolwiek i siedzimy tam tak długo, aż się nawzajem nie pozabijamy do nogi, albo nie dogadamy od nowa - tak by wyruszyć w podróż właściwą już jako zespół.

 

Na początek Rosja-Kazachstan-Mongolia, potem tournee po azjatyckich krajach trzeciego świata + Tokio, afrykańskie kraje trzeciego świata + Johannesburg, Ameryka Południowa ze szczególnym uwzględnieniem Peru i Chile minus Andy i Amazonka, potem Gwatemala, Meksyk (dużo Meksyku) i (dużo) Alaski - stamtąd prostą drogą na Tanzanię, do Nowej Zelandii i zahaczając o Indonezję wysyłamy resztę wycieczki (poza mną i MMŻ) na intensywną terapię tudzież spęd po Paryżu, Rzymie i innych Londynach a sami jedziemy na dwumiesięczne zwiedzanie Rumunii, miesiąc na Islandii i analogiczny czas na Norwegię, Szwecję, Finlandię i Łotwę.

 

Kolejne dwa lata poświęcamy na obróbkę zdjęć z podróży ;]

© Maraton Blox.pl
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci